Każdy kto kiedyś pracował z Bezdomnymi, wie jak ciężko sie z tego wychodzi, Paweł jednak wyszedł pytanie jak? Publikuje tą historię jako pouczenie dla ludzi w tym kraju co się mają za chrześcijan. Bo biblia mówi że rozpoznamy się po miłości, a nie po wyznaniu… Paweł niestety po miłości was nie poznał, wręcz zapomniał i się zapiera, a mądry jest, i to świadectwo mogłoby inaczej wyglądać… gdyby kościół “ewangeliczno – biblijny” reprezentował inne oblicze.

Czuje się jak zdrajca to wszystko opisując – wybacz Pawle, jeśli to czytasz. Czas jednak na pożegnanie z bajką, mam takie ponaglenie od Jezusa Chrystusa, mojego Pana.

Gdy zobaczyłem wywiad z Pawłem w internecie bardzo się ucieszyłem ze w końcu wyszedł z bezdomności, bardzo się też uradowałem, że istnieje jakiś chłopak z długimi włosami który mu pomógł wyjść z bezdomności okazując bezgraniczną miłość taką jak z hymnu do miłości. Byłem pewien że to nie ja, bo nigdy nie miałem skórzanej kurtki, gdy jednak Paweł zrobił się w zasadzie najpopularniejszym bezdomnym w Polsce, zaczął udzielać kolejnych wywiadów np w telewizji, zacząłem sie głębiej przysłuchiwać tej jego historii, i cicho zastanawiać czy oby wszystko to jest tak jak było. Nie oskarżam Pawła, Paweł był wtedy w non-stop ciągu alkoholowym mógł różne rzeczy inaczej zapamiętać (ja byłem wtedy jeszcze zdrowy psychicznie), tak działa nasza psychika i pamięć, że czasem różne rzeczy sie mieszkają.

Jak to wygląda od strony mojej czyli jakiegoś Pana w długich włosach:

Pawła poznałem pod biedronką pewnego dnia przed świętami, stal z drugim kolegą bezdomnym no i zbierali czy to pieniądze czy coś do jedzenia. Coś tam kupiłem dla niego, na koniec zacząłem z nim rozmawiać i zapytałem czy mogę się o niego pomodlić. Poszliśmy na bok położyłem na Pawle ręce i zacząłem sie modlić, pamiętam łzy w Pawła oczach. Zaczęliśmy o Bogu rozmawiać, okazało się ze jest moim bratem, należał kiedyś do jednego ze zborów w Warszawie, nawet okazało się że mamy wspólnych znajomych. Umówiłem się z Pawłem na rozmowę, na dworcu Warszawa włochy, wziąłem od niego telefon.

Od tamtego czasu zaczęliśmy się spotykać i często rozmawiać, czy to normalnie czy to SMS-ami, czy przez telefon. Rozmawialiśmy o wielu rzeczach o jego życiu, jego przeszłości, jego planach, jego pasji – jest antropologiem kultury o jego blogu, o jego zamiłowaniu do pisania artykułów itd. Dawałem Pawłu pieniądze zarówno na alkohol jak i na zagrychę, tak mnie uczy hymn do miłości, miłość wszystkiemu wierzy i wszystkiemu ufa. Jeśli więc Paweł twierdzi że to jest mu potrzebne to jako reprezentant miłości bożej bo po tym się poznamy, tak czyniłem we wszystko co mówił wierzyłem. Zorganizowałem nawet w domu spotkanie kościoła wierzących, żeby zaprosić na niego Pawła i podzielić sie z nim chlebem i winem, by mógł poczuć się jak w rodzinie.

Jeśli chodzi o warunki sypialniane Pawła oboje wiedzieliśmy, że Cierpi on na bezdomność już dosyć długo i wyjście z czegoś takiego nie jest łatwe. Wejściówką do meliny w której sypiał, było przyniesienie ze sobą alkoholu. Próbowaliśmy więc zorganizować miejsce w hostelu pracowniczym. Poszedłem z Pawłem do hostelu, weszliśmy do środka pytaliśmy o cenę itd. Zastanawialiśmy się skąd wziąć pieniądze czy ja mu mam dac czy sam ma zebrać, jak będzie dla niego zdrowiej. Paweł jest naprawdę inteligentnym i mądrym człowiekiem, nawet jako bezdomny w ciągu alkoholowym. Plany były różne, miałem mu pomóc zbierać w sensie być skarbonką bo on co zbierze to musi wydać, nie potrafi nie wydać itd. W końcu padło na to, że ja opłacam pierwszy tydzień, a potem on już będzie wędkował (wędkowanie to w slangu bezdomnych, znalezienie swojego miejsca na dobre ryby, czyli miejsca gdzie dobrze się danej osobie zbiera pieniądze, Paweł miał takie miejsce na wędkowanie przy dworcu Warszawa Włochy, tam mu dobrze zbieranie pieniędzy szło). Nadszedł ten dzień, w którym Paweł miał zamieszkać w hostelu, otrzymuje rano SMS-a, bym wezwał i opłacił taksówkę, bo on nie będzie w stanie dojść ten kilometr do hostelu. Załamałem się nic nie odpisałem, wiedziałem wtedy że naprawdę mamy do czynienia z poważna bezdomnością i takie zabiegi nie pomogą, trzeba nam pomocy Boga i prowadzenia ducha świętego, a nie jakieś ludzkie zabiegi!

Spotkałem sie z Pawłem jeszcze kilka razy, tym razem już poważnie, zacząłem z nim poważnie gadać o jego przeszłości o tym co go dręczy. Byłem otwarty na to, by Paweł mi wyjawił wszystkie jego senne koszmary itd. wiedziałem z doświadczenia, że skoro jest zbawiony, jest bratem wierzącym, a ma takie problemy  to raczej sa to problemy psychiki w sensie sumienia, które go dręczy. Dokładniej jakieś problemy jakiś grzechów na które Paweł nie umie przyjąć wybaczenia, nie umie przyjąć tego co Jezus dla niego zrobił na krzyżu. Dlatego stał się mesjaszem własnej religii na ulicy, pokazuje na ulicy innym własne cierpienie własnej psychiki. Od tego czasu nasze spotkania wyglądały jak spotkania u spowiednika czy też u lekarza gdzie jesteśmy ze sobą szczerzy do bólu i wyznajemy wszystko. Były to spotkania pełne łez zarówno w moich oczach jak i w jego oczach, był z nami Chrystus. Zrobiłem ostatnio artykuł o wyznawaniu grzechów, w zasadzie na podstawie tych rozmów z Pawłem. Okazało się ze w zborze, do którego chodził, na tak głębokie rozmowy nie było czasu ani miejsca… Jak z Pawłem gadałem, co chwila mi się ryczeć chciało, jak słyszałem ile cierpienia, on przeżył i ile go dziś rzeczy dręczy…. Opowiadał mi też wszystkie bolączki bezdomnego, jak to jest chodzić po ulicach o oglądać choinki bożonarodzeniowe za oknami… tyle smutku nie odczuwałem chyba nigdy, Paweł naprawdę mądrze gadał…

Po jednym z ostatnich takich spotkań, Paweł nie wytrzymał, rozkleił się całkowicie. Wylądował w szpitalu psychiatrycznym. Potem ze szpitala wyszedł z tego co wiem z jednego z wywiadów do jakiegoś ośrodka katolickiego – zdaje się to Kamiliańska Misja Pomocy Społecznej, a teraz mieszka w MOPSie. W zasadzie z tego co pamiętam z naszych rozmów o tym marzył, by mieć jakiś ciepły niewielki kąt w jakimś ośrodku. Gdy jednak ostatnio z Pawłem rozmawiałem, Paweł stwierdził, że powinienem się leczyć psychicznie bo żaden niewidzialny Król Jezus i jego królestwo nie istnieje, że to tylko ludzie ludziom pomagają.

Ja tymczasem dowiadując się z tych wywiadów, że była jeszcze jakaś dziewczyna, która zaprosiła go na święta, że był katolicki ośrodek pomocy społecznej po drodze itd. Dowiaduje się, że Królestwo Boże jest wśród nas!!! Niezależnie od deklaracji wyznania, ale zależnie od deklaracji serca, bo po miłości się poznamy!

Paweł ze swoją inteligencją dobrze rozpoznał, tak po tym wszystkim po takiej historii jak jego i innych podobnych…. mam wiele chorób psychicznych. Z jednej  strony wierzyłem w tym biblijnie wierzącym że są ciałem Chrystusa, skoro jakieś cuda się w kościele dzieją, i chcą się trzymać nauki apostołów itd. z drugiej strony wiedziałem ze prosta  i cierpliwa rozmowa człowieka z człowiekiem jak ta moja z Pawłem może zdziałać cuda. Dostałem więc prostej dwubiegunówki – wierzę w 2 bieguny. Z jednej strony człowiek i jego psychika, z drugiej strony wiara, Jezus i jego niewidzialne królestwo.

PS: Historii bezdomnych odrzuconych przez to co się nazywa przez kościół, zwłaszcza ten biblijny mam więcej. Jako ewaneglista czuje się bezrobotny bo nie ma koscioła który byłby w stanie okazać miłość takim ludziom którym głoszę, a kościół biblijny w którym miałem wielka nadzieję zajmuje się np. rozmowami z duchami i tym podobnymi sprawami.  Postaram się  wkrótce opisać. Ja tymczasem wyczytałem w bibli, by głosić ewangelię każdemu stworzeniu. Poniżej prób głoszenia ewangelii psu, który zagryzł kiedyś maleńkiego kotka o imieniu gospel aktora tej reklamy. Pies ten miał dużą traumę gdyż właścicielka go wtedy odrzuciła i to mocno. Pies jednak widziałem, że zaczął przeżywać muzykę i przeżywał przy tej muzyce coś w rodzaju oczyszczenia, to było dziwne. Miałem jeszcze inne dziwaczne próby głoszenia ewangelii np . kiedys próbowałem głosić krukom skoro one mi coś kiedyś pokazały, to ja im teraz chciałem coś pokazać. W każdym razie jako głosiciel ewangelii ludziom czuje sie bezrobotny, bo co z tego że ja ludziom ukazuje miłości i chwałę Królestwa Bożego, jak nie ma ciała chrystusa, które by było w stanie tych ludzi przyjąć, to jest kręcenie się w kółko…

Za dobrą radą kilku chrześcijańskich braci oddaje  się całkowice pod pastora Andrzeja Bralewskiego, wystarczy jego słowo a powyższa treść znika z internetu. Jeżeli ktos twierdzi że nie służy to kościołowi prosze się do niego zgłosić.

Jeśli ktoś myśli że chce się stać internetowym góru,lub zyskac na jakiejś popularnosci publikując takie treści jak powyżej, chciałem uprzedzić że żygam byciem internetowym góru, w tzw. starym życiu już byłem i wcale mi się to nie podobało, praktycznie wszystko co wskazywało że jestem dalej góru pousuwałem, została zdaje się jeszcze ta książka. Myślałem że w tym królestwie Bożym w końcu sie odnajde, w sensie siąde w ostatniej ławce i będe cicho zapierdalał jako uliczny ewangelista co bardzo polubiłem (taki pajac co przysiada się do ludzi w parku i zawraca im głowe jakimś Bogiem, czasem rozdaje jakieś ulotki o Bogu, czy też roznosi do skrzynek jakieś dziwaczne teksty o śmierci i zbawieniu itd.).

Publikuje ten artyukuł bo mam ochotę coś w tym kościele ponaprawiać. Byłem kiedyś po porade u pastorstwa Cerońskich, którzy zobaczyli że gdyby kościół wział się za psychoterapię własną wiele możnabyłoby naprawić. Poradzilimi że skoro widze problem, powininem zatem załozyć swój kościół, nie skorzystam z tego rozwiązania, nie będe robił konkurencji chrystusowi do którego kościół nalezy. Jest napewno inne wyjście pomyślałem i zabrałem się za dalsze poszukiwania tegoż Królestwa Bożego.