Z jednej strony mamy cudowne działanie Boga, który w zasadzie jednym zesłaniem ducha świętego naprawia człowiekowi całe życie, z drugiej mamy kościół… który nie potrafi ktego człowieka normalnie biblijnie przyjąć…

Dzwoni do mnie Krzysiek, nie gadałem z nim chyba już 3-4 lata. Dzwoni i błaga bym się nie zmieniał, bym dalej był sobą bo jak twierdzi jestem jego Guru i że to ode mnie dostał to coś, z czym się budzi od naszego spotkania, to coś co codziennie przy nim jest od tamtej pory. Mówi że jest w stanie mi dać wszystko, że da mi pieniądze, że pomoże w czym tylko chce. Bylebym się tylko nie zmieniał… jest dosłownie przerażony tym co się ze mną dzieje. Krzysiek widząc jakiś mój wpis na Facebooku boi się że stanę się jak inni chrześcijanie, tylko o biblii będę gadał, już nie będę sobą itd.

Opieprzyłem go i to zdrowo by przestał do mnie mówić że jestem jego guru, bo nie jestem żaden guru, a to co na niego przyszło to duch święty, że to nie ja mu dałem tylko Bóg. Krzysiek się po tej rozmowie na mnie trochę obraził… jak mu powiedziałem, że nie będę go słuchał i się zmieniam i będę jednak gadał tylko o tym Bogu.

Jak poznałem bezdomnego kiedyś Krzyśka?

Jadąc do Warszawy byłem zajawiony ciekawymi nauczaniami The Last Reformation (Torbena), Torben mówi wyjść na ulicę chrzcić w wodzie, chrzcić w duchu świętym, podobno tak było za pierwszych chrześcijan itd. Nie podobało mi się jednak to że Torben to jakby znowu jak Luter olać stare mamy nowe, w sensie wyjść ze starych zborów, kościołów robić coś na nowo np. spotykając się po domach. Jakoś nie tędy mi wszystko mówi, wcześniej będąc w Krakowie już próbowałem domowego kościoła w ramach grupek zainspirowanych przez Martina z odwyk.com, Widząc jak to wszystko działa modliłem się wtedy i błagałem Boga by przysłał kogoś kto wie jak takie kościoły organiczne mają wyglądać, bo kiepsko to wszystko szło. W Warszawie postanowiłem się jednak zatem nie ‘buntować’ tylko zaznajomić z tym co już tu jest w ramach tego chrześcijaństwa bardziej biblijnego niż rzymski-katolicyzm. Zresztą co to za chowanie chrześcijaństwa po domach, jakbyśmy mieli być jakoś prześladowani w tym kraju? Tak dołączyłem się między innymi do kościoła ulicznego. Gdzie jak się okazało, też można modlić się na ulicy za chorymi, można się modlić o chrzest w duchu świętym, jeśli zaś chodzi o chrzest w wodzie to… już sam nie wiem… poniżej opisze.

Bezdomnego wówczas Krzyśka poznałem pewnego mroźnego, mokrego wieczoru właśnie na kościele ulicznym. Przychodziłem tam, wspierałem, zwykle kręciłem się koło namiotu uzdrowień, gdzie modliliśmy się za chorych i o inne sprawy. No i tak też miało być tego dnia, przyszła pierwsza chora osoba z krwawiącymi ranami na rękach, ja dla mnie nic tylko kładziemy ręce i modlimy się, może w końcu zobaczę jak takie rany znikają. Załamałem się jednak gdy osoba odpowiedzialna dziś dnia za namiot uzdrowień zaczyna tego bezdomnego z ranami pytać, czy ten ma bandaże… nawet bez próby modlitwy, wyszedłem z namiotu, stwierdziłem że z taką niewiarą od przełożonego na dzień dobry, to ja tu dziś nic nie zdziałam.

No i tak sobie stoję i zastanawiam się co tu robić. Pomyślałem, że będę podchodził do ludzi stojących na tym zimnie i będę pytał czy jest coś o co się mogę pomodlić, co by chcieli zmienić w swoim życiu i potrzebują pomocy Boga. No i tak podchodziłem… po kolei… podszedłem też do Krzyśka. Rozmawiam z Krzyśkiem, był pod wpływem, ciężko mu jakieś konkretne zdanie złożyć, jedyne co usłyszałem to, że jakiś pastor i że go nie chce zaakceptować. Pierwsze co pomyślałem to pomyślałem, że pewnie z tym pastorem też próbował rozmawiać, będąc pod wpływem, a ten nie chciał z nim gadać i go jakoś odrzucał. Ciężka sprawa pomyślałem, domyślam się jak ciężko jest wyjść z ciągu alkoholowego, no ale też zadałem sobie pytanie czy skoro Bóg nas takimi stworzył, to czy Bóg może zaakceptować kogoś, kto jest pod wpływem alkoholu? Czy ten Krzysiek musi koniecznie wyjść z ciągu alkoholowego by być zaakceptowany przez Boga? Czy naprawdę mamy być święci i nienaganni żeby Bóg nas zaakceptował? Po co Jezus zatem umierał?

Krzyśka zapytałem, czy jest coś o co się mogę o niego pomodlić zatem… nie odpowiedział, ale chciał bym się pomodlił. Położyłem na niego ręce, zacząłem się modlić po cichu modlitwą na językach, skoro nie wiem o co się mam modlić, ale mimo wszystko mam pozwolenie to jak myślałem wyrażę to, modlitwą na językach. Z tego co pamiętam, przypomniałem sobie wtedy fragment o Korneliuszu (poganinie) i problemach jakie miał apostoł Piotr z wyjaśnieniem braciom, ze poganów też Bóg chce zaakceptować. Historia z biblii wyglądała tak, że najpierw duch święty zstąpił na dom Korneliusza, a potem już nie było jak mu odmówić chrztu w wodzie skoro Piotr, zobaczył że Bóg już pogan zaakceptował, to jak się ona ma Bogu sprzeciwiać. Pomyśłałem sobie poproszę Boga o chrzest w Duchu Świętym dla Krzyśka, i sprawdzimy czy Bóg jest w stanie zaakceptować pijanego w ciągu, jeśli Bóg jest w stanie to czy jakikolwiek pastor może mu potem odmówić? Może go potem odrzucić?

Duch święty zstąpił na pijanego bezdomnego

Tak jak przypuszczałem stało się, na początku Krzysiek nic nie mówił, był nadwyraz zdziwiony tym co się z nim dzieje. Wcisnałem mu małą biblie gedeonitkę, zdołałem od niego jedynie wyciągnąć nr telefonu ino i zostawiłem mu swój, powiedziałem by dzwonił jak tylko chce. No i Krzysiek zadzwonił następnego dnia o 22, akurat wracałem do domu i całkowitym przypadkiem nie znając jeszcze dobrze Warszawy byłem w 5 minut koło niego. Jakiś taki cudowny zbieg okoliczności się zadział, odebrałem tel. Krzysiek mówi że jest na Dworcu Zachodnim, a w tym samym czasie otwierają mi się drzwi pociągu i widze napis “Dworzec Zachodni”. Byłem chyba pierwszy raz w tym miejscu, wyszedłem idę przed siebie, za chwilę byłem przy Krzyśku.

Zaczęliśmy gadać, Krzysiek mówi że nie wie co się zadziało, ale jak wczoraj się za niego modliłem to jedyne o czym myślał, to było to że mu zimno. Po nałożeniu rąk podobno tak go rozpaliło, że było mu aż za gorąco. Był w jakimś strasznym pobudzonym stanie, ale już znacznie mniej pijany jakiś taki dziwacznie zajawiony, podniecony wszystkim, mówił że wogóle nie spał i cały czas czytał tą biblie, aż znalazł jakiś fragment w którym pisze, że “Jezusa przyszedł do swoich a oni go odrzucili” (nie pamiętam dokładnie jaki). W każdym razie Krzysiek wyraźnie stwierdził, że Jezus go rozumie, wyjaśnił mi też, że czuje się strasznie odrzucony przez wszystkich, no i jakiś pastor go odrzuca.

Zaprosiłem wtedy Krzyśka do siebie, pogadamy co dalej. Przyszedł Krzysiek w odwiedziny, zaczęliśmy rozkminiać co teraz, mówię że znam 2 ośrodki prowadzone przez Chrześcijan dla takich jak On gdzie pomagają wyjść z bezdomności, jeden pod Warszawą i drugi w Warszawie. W jednym jest porządny regulamin w drugim jest trochę więcej luzu. Krzysiek zdecydowanie stwierdził, że wybiera ten gdzie jest ostry regulamin (aż się zdziwiłem) i twarde zasady, stwierdził ze czegoś takiego potrzebuje by się pozbierać. Skoro już Bóg zaakceptował Krzyśka Duch Święty w nim działa, pojawił się też temat chrztu w wodzie, Krzysiek niestety jak większość bezdomnych oprócz chrztu wymagał zwykłej kąpieli i jakiejś zmiany ciuchów. Osoba, z którą mieszkałem w domu, kategorycznie zakazała mi się zbliżać z tyloma zarazkami do wanny, musiałem to uszanować. Pożegnałem więc Krzyśka dając mu 100 zł, aby za te pieniądze się gdzieś ogarnął w jakimś hostelu, czy gdziekolwiek (podobno jest miejsce w Warszawie gdzie bezdomni u sióstr mogą się umyć i dostać nowe ubranie), no i przyszedł ładniej pachnący na ten chrzest.

Problemy z chrztem w wodzie… u biblijnych chrześcijan

Tradycyjnie zaprosiłem kilka osób do domu, czekam na przyjście Krzyśka, będzie chrzest w wodzie, tak przynajmniej miałem w planach. No i z planów nici, Krzysiek przyszedł, ale niestety zapomniałem się po drodze umyć, a ja już miałem z pewnych względów, nie tylko higienicznych, zakaz wprowadzania bezdomnych zapachów do domu. Pogadaliśmy chwile, już nie pamiętam jak to było, ale stanęło na tym, że idzie do ośrodka Nowy Początek, umówiłem go z Pawłem na rozmowę. Pocieszyłem go, powiedziałem ze tam napewno Go ochrzczą i zaakceptują to przecież chrześcijanie Ci bardziej biblijni. Ja w tej całej religii biblijności wśród tych wymarzonych 5 służb, czuje jedynie powłanie ewaneglisty.

Krzysiek wylądował w ośrodku, w miarę ok się podobno tam sprawował, od czasu do czasu spotykaliśmy się na nabożeństwie w niedziele, czy też poniedziałkowych organizacyjnych spotkaniach kościoła ulicznego. Później też czasem przychodził na kościół uliczny. Na początku go jeszcze pytałem co z tym chrztem, mówił ze jeszcze nie jest ochrzczony, pomyślałem nie wtrącam się, to już nie moja rola, ja tu tylko uliczny ewangelista co się na niczym nie zna, jakiś świeży chrześcijanin ze mnie. Poza tym Paweł Bukała cały czas mówił, że planuje założyć własny kościół, myślałem, że może czeka z chrztem Krzyśka na to jak w końcu założy, tez sobie wtedy pomyślałem, że będzie to pewnie bardziej uroczyście i jakimś takim, uroczystym stylu jak Paweł lubi. no i powstał Kościół Genesis.

Krzyśka widziałem jeszcze kilka razy, z góry założyłem ze dawno jest ochrzczony. Gadał tylko o nauczycielach i o chrześcijanach jacy go otaczali zarówno w ośrodku jak i w kościele. Trzymał się i to mocno, widząc chrześcijaństwo od środka, jak to wszystko naprawdę działa… i jak chrześcijanie ci co mają sie za biblijnych funkcjonują na codzień… nie stracił wiary.  Cały czas powtarzał, że codziennie rano się budzi i dalej czuje to co ode mnie wtedy na kościele dostał. Pytałem go jak to odczuwa, czy też ma takie odloty, że czasem mu się wydaje wszystko jakby kolorowe, czasem jakby był ponad czasem, jakby coś nim kierowało w miłości itd. dokładnie tak to odczuwa. Biblia, że narodzeni z ducha są jakby duchem:

(8): Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha. [Biblia Tysiąclecia V, J 3, uruchom w rBiblii]

No i tak właśnie Krzysiek się czuje…

Ostatni telefon 3 miesiące temu, od Krzyśka mnie jednak załamał… Okazało się, że Krzysiek po tym wszystkim żyje dziś bez żadnej chrześcijańskiej społeczności. Żyje funkcjonuje dalej, pracuje, nie pije, nie wraca do nałogu, nie wraca do bezdomności, czuje to co “ode mnie dostał”. (Ja wiem że nie ode mnie to dostał, bo Duch święty na niego zstąpił). Krzysiek jednak nazywa mnie swoim góru, bo nie znalazł innego góru w tym całym kościele, mimo że naprawde szczerze próbował i bardzo mu kibicowałem.

Krzysiek jedynie mi to przypisuje, za co go równo zjechałem i powiedziałem ze to wszystko zasługa Jezusa, tak mocno go zjechałem, że sie na mnie obraził i wyżucił “ze znajomych”, by więcej nie widziec co wyprawiam isie nie gorszyć moją “biblijnością”. W każdym bądzie razie… czekał i czekał na tą akceptacje chrześcijan… czekał na ten najprostszy chrzest w wodzie, który jak Torben pokazuje można nawet zrobić w dużym plastikowym kuble na śmieci.

Nie doczekał się…

A ja mu dalej jak mantra odpowiedziałem: “idź do jakiegoś zboru poproś o chrzest”. Czasem się czuje jak idiota, próbując uszanować to co mi chrześcijanie dłużej wierzący przekazują, ufam wierzę działam i nadal wybieram to poczucie bycia “idiotą”… bo tak już mam. Miłośc podobno we wszystko wierzy i wszystkiemu ufa, więc jeśli ktoś mi gada, że to doświadczeni chrześcijanie powinni chrzcić, no i że trzeba trafić do społeczności chrześicijańskiej by się rozwiajać, to ufam i wierze że tak być powinno. Pytam się jednak gdzie jesteś, wy doświadczeni? No i drugie pytanie w czym doświadczeni? W chodzeniu z Panem? z jakim Panem?

PS: Po tym wszystkim. powoli zaczynam rozumiec postawę Ulfa Ekmana… koleś chyba naprawdę tym co zrobił, działał w duchu Eliasza, który ma pogodzić Ojców z Synami i Synów z Ojcami. Ta ‘bardziej biblijność” po prostu często nie wychodzi… bo nie po bilbijności się poznamy, ale po miłości wzajemnej.

Tak jak w poprzednim wpisie, jeżeli ktoś uważa, że nie powinno się prać w ten sposób brudów kościoła, oddaje sie całkowicie pod pastora Andrzeja Bralewskiego, jeżeli on mi powie bym to usunął to usunę.

Ja uważam, że opisywanie takich rzeczy jest jak najbardziej, ok, większość listów apostolskich to jedno wielkie pranie brudów kościoła. Naprawde Jezus zrobił dla nas ogrom trzeba się tylko zebrać do kupy i pokazywać to światu swoim świadectwem i Jego krwią… a tymczasem mam wrażenie ze naśladowcy Chrystusa dostali jakby “złoty strzał miłości”, i teraz już tylko czas na umieranie i pielęgnowanie swoich piaskownic.

Z jednej strony mamy cudowne działaeni Boga, który w zasadzie jednym zesłaniem ducha świętego naprawia człowiekowi całe życie, z drugiej mamy kościół… który nie potrafi ktego człowieka normalnie biblijnie przyjąć…

Tyle się nasłuchałem biadolenia chrześcijan ewangelicznych i biblijnych, że cały ten kraj siedzi w rzymsko-katolickich zabobobanach, że mi uszy więdną. A ja się pytam na co się Ci ludzie mają nawracać, gdzie jest jakiś wzorzec miłości? Często widząc, w co ludzie wpadaja odchodząco od rzymskiego-katolicyzmu zastanawiam się co było dla nich lepsze…