Byłem ostatnio ze znajomym na tzw. nabożeństwie… i tu uwaga w kościele teoretycznie bardziej trzymającym się biblii niż kościół katolicki.  Przyjechał jakiś człowiek ze stanów i coś tam mówił o Królestwie Bożym (skoro go szukam nie mogło mnie tam zabraknąć), że u nich w kościele niby było (jest?)… To o czym mówił to o jakiejś  obecności bożej, jakieś ognie, odczucie jakiejś niesamowitej miłości, masa uzdrowień itd. Działo się…. Wiele tam się nowego nie dowiedziałem, poza jednym małym niezaprzeczalnym faktem Luter cierpiał na coś w rodzaju depresji! Cudowna dla mnie wiadomość – wiele mi się rozjaśniło, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi…

W ewangelii głoszonej od czasów Lutra mamy ewangelię łaski, ciągle w kółko ewangelię łaski, nawaliliśmy na ziemi i potrzebujemy zbawiciela, potrzebujemy zbawienia od średniowiecznego wzbudzającego na maksa poczucie winy (doprowadzającego do depresji) kościoła. No ale o tym kiedy indziej, bo to zupełnie inny temat, niż ten który chcę poruszyć, jak przeczytam książkę tego gościa dam znać więcej, w każdym razie Jezus wyraźnie powiedział o głoszeniu Ewangelii Królestwa Bożego – nie mówił o ewangelii łaski, co oczywiście jest częścią Dobrej Nowiny.. ale tylko częścią…

W każdym razie na tym spotkaniu miała miejsce taka sytuacja:

Zbierali na tzw. ofiarę… temu gościowi przetłumaczyli to na angielski jako ‚offering’ (dar, datek), a powinni coś bardziej w kierunku victims (bo tak  wielu czuło to oddając – rozpoznając po ich minach)… dałem wtedy znać koledze by przypadkiem nic nie dawał, jeśli nie chce być ofiarą. Zrozumiałem jakiś czas temu czytając biblię pewną zasadę panującą na ziemi, co siejesz to i zbierasz.., siać ofiar nie chcę, bo i zbierać ich nie chcę… Mogę dać błogosławieństwo, datek… itd.

Na potwierdzenie mojego przeczucia na sam koniec spotkania Duch Święty poruszył tego amerykańca, i zaczął wyganiać z całej sali ducha ofiary (victim)… 🙂 Takie charyzmatyczne rytuały – nie zastanawiać się nad tym co się dzieje, ale duchy wyganiać (pisałem ostatnio o religii dezintegracji).

Swoją drogą kocham Boga, że jest na tyle dla nas wyrozumiały i i tak nas kocha mimo naszej czasem błogiej bezrozumności… Bo naprawdę wyglądało to tak jakbyśmy najpierw w zasiali poczucie ofiary i poczucie winy żeby zebrać ofiarę, a potem za inspiracją Ducha Świętego wyganiali ducha ofiary przed chwilą zasianego… i to wszystko w ciągu 30 minut 🙂

Zacząłem później zgłębiać ten temat dalej. O co chodzi? Czy rzeczywiście słowa są aż tak ważne? Czy to nie ważne jak to nazwiemy przecież o to samo chodzi? Czy ofiara czy kolekta, czy datek, czy też dar czy to nie wszystko jedno? Przecież to chore się nad tym wogóle zastanawiać, a jednak tego ducha ofiary (victim) wyganiał…?

Swoja drogą mam czasem wrażenie, że jak patrzę na ten nasz kraj to ten duch ofiary panuje to już od dłuższego czasu… jeśli wogóle można o czymś takim mówić. Zacząłem zgłębiać temat.

Okazało się że jako naród mamy syndrom ofiary, za zaborów nawet okrzyknęliśmy się hasłem‚ Polska Chrystusem Narodów’, co w domyśle miało znaczyć ofiarą cierpiętnictwa za inne narody… brrr… no nieźle. Ten Duch ofiary nieźle się u nas rozpanoszył, mówiąc o ‚duchu ofiary’ mówię o tym co w obecnym języku nazywamy emocjonalnym poczuciem ofiary. W biblii nie znali pojęcia emocji, nazywali to po prostu duchem – co oznacza pewnego rodzaju nastawienie, albo też źródło danego zachowania. U nas panuje on mogłoby się wydawać prawie wszędzie… u nas przykładowo nie spędza się czasu z Bogiem, ale poświęca czas dla Boga… jako ofiarę…

Zacząłem się zastanawiać jak to działa na jednostkę, jednostkę która co tydzień idąc do kościoła – zboru, jest nakłaniana do składania ‚ofiar pieniężnych’  (i nie tylko, niektórzy samo wysiedzenie na nabożeństwie, mszy traktują jako ofiarę…) dla Boga.

W tych światlejszych zborach zbierana jest dziesięcina, lub też datki czy też kolekty – chwała Bogu za te mniejszości… ale to naprawdę mniejszości, w wielu społecznościach nadal mówi się o ofiarach dla Boga brrr… a nabożeństwo traktowane jest jako poświęcenie czasu dla Boga…

 

 

Za to że chrześcijanie nie chcieli składać ofiar ginęli !

Uświadomiłem sobie kiedyś taką jedną wielką ogromną prawdę. Wszyscy słyszeliśmy o prześladowaniu chrześcijan w starożytnym Rzymie… Co było powodem tych prześladowań? Wśród danych historycznych  powodów znajdziemy wiele, chrześcijanie są oskarżani o różne zmyślone rzeczy… ale co tak naprawdę było tym powodem? Przecież nie chodziło o wiarę w jednego Boga… jakoś Rzymianom nie przeszkadzała ta wiara, aż tak bardzo skoro dało się jakoś z Judejczykami, mającymi jednego Boga w tej sprawie dogadać. Podobnie z nie uznaniem boskości cesarza Judejczykom też to uszło w końcu na sucho… Owszem Judejczycy łatwego życia nie mieli w imperium, ale oni co chwila buntowali i podnosili powstania itd… powód prześladowań był inny niż u Chrześcijan, którzy reprezentowali raczej pacyfistyczny styl bycia…

Chrześcijanie zaczęli być oskarżani o wszystkie nieszczęścia spadające na wielkie imperium, dlaczego?

Rzymskie imperium jeśli chodzi o religię było bardzo zróżnicowane, podbijając jakieś nowe tereny, nowe ludy często też podbijało się ichniejsza religię, ale nie było to zwykle problemem. zawsze byli jacyś Bogowie – jako istoty potężniejsze od nas które trzeba jakoś przebłagać by działo się dobrze. Po prostu dokładano nowe Bóstwa, ewentualnie też uznawano że to te same ale pod innymi nazwami… Nawet Judejczycy mimo innych powodów prześladowań jakoś się z tym zasymilowali składając ofiary jedynemu Bogu.

Powodów prześladowań było kilka, chrześcijanie się izolowali od społeczeństwa, nie mieli miejsc kultu, nie mieli też świątyń i nie składali ofiar…  generalnie nikomu nie przypominało to żadnej religii… ale inność to jeszcze nie powód do wrogości. Wrogość do chrześcijaństwa była praktycznie z każdej strony, nagle poznać ludzi którzy żyją w tym świecie, a jakby nie byli z tego świata mając inne priorytety… coś z nimi musi być nie tak. W każdym razie zachowanie chrześcijan było tajemnicze… nie dało się zrozumieć ich intencji… projektowali więc na nich wszystko to co w mieli gdzieś w sercach poukrywane… np. składanie ofiar z niemowląt itd.

W każdym razie udowodnić chrześcijanom ciężko było cokolwiek, a prawo rzymskie jakieś było i nie było o co oskarżać… pierwsze prześladowania poszły więc po prostu o ateizm! Chrześcijanie po prostu nie byli nijak religijni…. odmawiali jakikolwiek religijnych rytuałów, nie chcieli nawet tych rytuałów robić w imię jedynego Boga, nie chcieli tego jedynego Boga przebłagiwać… ani nic mu ofiarowywać… Taki też był główny historyczny powód prześladowań gdy już innego nie dało się odnaleźć, po prostu – brak składania ofiar na przebłaganie za imperium. Innymi słowy po prostu ateizm, bo jak nie składają ofiar to znaczy że nie mają Boga… bo Bogu należne są ofiary, po to jest religia. Bóg Chrześcijan nie chce ofiar, są więc oni ateistami – ot taka prosta logika.

Gdyby chrześcijanie tamtych czasów, zbudowali sobie jakąś kapliczkę, budyneczek, ustanowili jakiegoś wybranego świętego, czy też cokolwiek innego i przynieśli tam/do niego cokolwiek ofiar, choćby po jednej maleńkiej monecie, maleńki okruszek w intencji pomyślności Imperium Rzymskiego – prześladowań prawdopodobnie, byłoby znacznie mniej lub wogóle by ich nie było… Ci jednak twardo stali na swoim uznając Ofiarę Chrystusa za doskonałą, i cokolwiek więcej ofiarowane Bogu byłoby jej zaprzeczeniem… Jakikolwiek religijny kult czegokolwiek, kogokolwiek poza czynieniem miłości (jeśli to można nazwać kultem?) był dla chrześcijan nie na miejscu… dlatego go nie czynili… zostali więc nazwani ateistami…

Dlaczego w Rzymie nie wolno było być ateistą (chrześcijaninem)?

Powodzenie imperium było uzależnione od przychylności Bogów, poustawiane w całym imperium były różne kapliczki, świątynie itd. gdzie należało jakoś coś ofiarować Bogu, choćby chwile uwagi czy też jakąś prośbę skierowaną do Bogów (podobnie z kapliczkami i miejscami kultu mamy dzisiaj, w naszym kraju). Kto tego nie robił, mógł być oskarżony o to że jest winien nieprzychylności Bogów, bo nie przebłagał Bogów… Judejczycy mimo, że pewnie tego nie robili, mieli też jakieś swoje miejsca składania ofiar Jedynemu Bogu, tam też składali ofiary, dlatego nie dało się ich oskarżyć. I jak było wydawane jakieś polecenie, że trzeba Bogom złożyć ofiarę w intencji np jakiegoś zwycięstwa imperium Judejczycy jakoś wywiązywali się z tego… podczas gdy Chrześcijanie kategorycznie odmawiali składania jakichkolwiek ofiar Bogom… nawet odmawiali składania ofiar Jedynemu Bogu…Dlaczego?

Ostatnią i najdoskonalszą ofiarą był Jezus Chrystus, był okupem za nasze niegodziwości nie jesteśmy w stanie nic więcej dodać. Nasza sprawiedliwość przed Bogiem została przywrócona, dostaliśmy to z łaski. Zostaliśmy uwolnieni od jakiejkolwiek możliwości zasługiwania na wybawienie, bo i tak nie byliśmy stanie na nic zasłużyć, mimo że nieustannie próbowaliśmy. Chrześcijanin tym różnił się od Judejczyka, który nie uznał ostatecznej ofiary i mógł składać coś dalej na przebłaganie… że tych ofiar już nie mógł składać…

Chrześcijanin nie mógł składać ofiar, nawet na rzecz jedynego Boga, bo byłoby to zasmucaniem łaski – odmową jej przyjęcia…

Składając obecnie ofiary na kościół, dla Boga, ofiarowując czas dla niego… ‚zasmucamy łaskę’… i nie pojmujemy jej pełnej tajemnicy, nie możemy nic więcej złożyć, nic więcej dodać… to jest tajemnicą Królestwa Bożego. Wiem że to dziwne, ale łaskę naprawdę ‚można zasmucić’, czyli po prostu jej nie przyjąć, próbując coś jeszcze od siebie dołożyć nie jesteśmy w stanie okazać wdzięczności za nią, nadal chcemy coś jeszcze dołożyć.

Dokładamy więc swoje cierpienie… w podziękowaniu za łaskę… dokładamy więc swój tzw. krzyż (co widać po religijnych ludziach) w podziękowaniu za łaskę, czy to jest to co ma być?

Doskonale to widać w naszej historii narodu, gdy stwierdziliśmy że To co Jezus Chrystus zrobił to za mało,  że dołożymy coś od siebie, choćby Polskę – stąd hasło „Polska Chrystusuem Narodów”. Nie jesteśmy w stanie być dla nikogo zbawieniem, ani nie jesteśmy w stanie nikogo zbawić… to jest zaprzeczanie jakoby to co Jezus zrobił wystarczało!

To co możemy robić to przyjąć łaskę, pozbyć się religijnych postaw i żyć… sensem życia jakim jest woda życia… jakim jest czynienie miłości żyjąc pod łaską.

Jezus wyraźnie powiedział:

 „Oto powiadam wam: Tu jest coś większego niż świątynia. Gdybyście zrozumieli, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, nie potępialibyście niewinnych. Albowiem Syn Człowieczy jest Panem szabatu”. (Mt 12 6-8)

Szabat to doskonały odpoczynek… chcąc cokolwiek Bogu ofiarować za jego łaskę nigdy tego odpoczynku nie zaznamy, prawdziwy odpoczynek doznajemy czyniąc miłość wobec Boga, wobec drugiego człowieka… czyniąc miłość taką jak opisana w liście do Koryntian (13)… a tą jesteśmy w stanie czynić tylko przyjmując najpierw pełną łaskę, bo tylko dzięki temu nie chcemy na nic zasługiwać…. bo już nie mamy po co… bo ją przyjęliśmy. Przyjęliśmy doskonałą miłość i teraz możemy ją dawać…

Zostaliśmy usprawiedliwieniu i jesteśmy przed Bogiem czyści, jesteśmy dzięki temu w stanie czynić prawdziwą miłość. Chcąc cokolwiek Bogu dodać w zamian za łaskę, nie przyjmujemy tejże sprawiedliwości…

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
 Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
 Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.

 

 

Nie dają ofiar Bogu, a mają szabat…

Nie mówię żeby nie dawać nikomu pieniędzy, datków, dziesięcin czy też innych błogosławieństw materialnych czy też czasowych… Pewnie że dawać, nawet więcej. Ale z zupełnie innym nastawieniem… nigdy nie na przebłagania, nigdy też nie na na wybłaganie czegokolwiek… zawsze po prostu z miłości, czy też tak jak Duch Święty prowadzi. Zrozumieć co znaczy ze Jezus wolałby raczej miłosierdzia niż ofiary i nie potępiać niewinnych… którzy nie dają ofiar Bogu, a mają szabat… Żyjemy dlatego Że Bóg dał nam życie, więc ono do niego należy… to co mamy też do niego należy…  Zdarzy się pewnego dnia że usłyszysz od Boga że masz dać tej a tej osobie taką kwotę pieniędzy… że masz dać na ten a na ten kościół/zbór… idź i daj, daj z błogosławieństwem… nigdy nie na przebłaganie za cokolwiek… Daj po prostu z miłości.. bo tak jak wyżej wspomniane ‚I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał.’…

A prawdziwą bezinteresowną miłość jesteś wstanie odczuć tylko i wyłącznie przyjmując najpierw łaskę zbawienia …

Prawdziwa ofiara dla Boga to życie wdzięcznością za łaskę zbawienia… Wdzięczność za łaskę na ocala… i uwalnia?

W psalmie 50 mamy wprost napisane:

Złóż Bogu ofiarę dziękczynną
i wypełnij swe śluby złożone Najwyższemu,
wtedy wzywaj Mnie w dniu utrapienia:
Ja cię uwolnię, a ty Mnie uwielbisz”.

(…)

Kto ofiaruje dziękczynienie, czci mnie

W liście do Hebrajczyków z kolei:

Przez Niego więc składajmy Bogu ofiarę pochwalną nieustannie, to jest owoc warg, które wyznają Jego imię.  Nie zapominajcie o dobroczynności i wzajemnej pomocy, gdyż raduje się Bóg takimi ofiarami. Bądźcie posłuszni waszym przełożonym i bądźcie im ulegli, ponieważ oni czuwają nad duszami waszymi i muszą zdać z tego sprawę. Niech to czynią z radością, a nie wzdychając, bo to nie byłoby z korzyścią dla was.

To akurat możnaby na podsumowanie tego wpisu dać, czynić to z radością a nie wzdychając… jeśli taki przełożony np. ‚pastor’ wzdycha o pieniądze – nie czyni tego z radością 😉 Jeśli dajecie mu z miłością…. i on swoją służbę z radością będzie pełnił, aż do objawienia się jedności w Chrystusie!

W listach (List Piotra 2,5) mamy też o ofiarach po zbawieniu, choćby np coś takiego:

„Odrzuciwszy więc wszelkie zło, wszelki podstęp i udawanie, zazdrość i jakiekolwiek złe mowy, jak niedawno narodzone niemowlęta pragnijcie duchowego, niesfałszowanego mleka, abyście dzięki niemu wzrastali ku zbawieniu – jeżeli tylko zasmakowaliście, że słodki jest Pan. Zbliżając się do Tego, który jest żywym kamieniem, odrzuconym wprawdzie przez ludzi, ale u Boga wybranym i drogocennym, wy również, niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa”

A jakie to te ofiary przyjemne Bogu? Jak dla mnie te wynikające z miłosierdzia… i życia, niż te wynikające z konieczności zasłużenia czy też wybłagania. Bo miłe Bogu to takie które uznają ofiarę Jezusa Chrystusa z łaski…

Dobrym podsumowaniem tego całego artykułu jest sytuacja opisana w Ewangelii Łukasza gdzie mowa o uzdrowieniu 10 trędowatych, a tylko o jednym ocalonym (niektórzy to tłumaczą jako zbawionym):

Zmierzając do Jeruzalem, przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei.  Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: «Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!»  Na ten widok rzekł do nich: «Idźcie, pokażcie się kapłanom!» A gdy szli, zostali oczyszczeni.  Wtedy jeden z nich, widząc, że jest uzdrowiony, wrócił, chwaląc Boga donośnym głosem,  padł na twarz u Jego nóg i dziękował Mu. A był to Samarytanin.  Jezus zaś rzekł: «Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu?  Czy się nie znalazł nikt, kto by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec?»  Do niego zaś rzekł: «Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła».

W każdym razie w tych i innych fragmentach z Nowego Testamentu i z innych pism chrześcijańskich z tego okresu ciężko znaleźć coś o składaniu ofiar Bogu w duchu ofiary… jest raczej mowa o składaniu ofiar w duchu wdzięczności i radowania się, jako o ofiarowywaniu, no chyba że tylko ja tak to widzę… A w niektórych miejscach tak jak np w tym liście do Hebrajczyków czy też w cytowanej wypowiedzi Jezusa (Mt 12 6-8), jest wprost napisane że korzystniejsze jest okazywanie miłosierdzia… A Ty jakie masz zdanie?